piątek, 29 marca 2013
Niall
Od dwóch tygodni mieszkam w Londynie.Dłużej nie mogłam życ tym życiem,przy chłopaku który mnie zdradził,przy ciągłych kłótniach,może moja wyprowadzka jest w pewnym sensie ucieczka,ale to jest to co pozwoli mi na codzień życ,w każdym badz razie tak mi sie wydawało,od ludzi miejsc da się uciec,ale od wspomnień,siebie już nie.W Londynie znalazłam prace,dniami byłam pochłonięta całkowicie,ale gdy wracałam do domu siadałam na tarasie wszystkie złe chwile wracały,policzki robiły się mokre,a ja już nawet nie miałam siły na ich zatrzymanie.Ubrałam buty,kurtkę i wyszłam na spacer mimo poznej pory to mi było potrzebne.Szłam przed siebie,jedyne co widziałam to czubki własnych butów i spadające łzy,zatrzymałam się,podniosłam wzrok ku niebu-Dlaczego mi to robisz,prosze pozwól mi zapomniec-Poczułam uderzenie szybko odwróciłam moje szklane oczy na osobe która na mnie wpadła,był to wysoki przystojny blondyn tylko tyle mogłam zobaczyc przez zamazany obraz.
-Przepraszam ja na prawde nie chciałem.
-Nic się nie stało-Spróbowałam się uśmiechnąć,ale nie najlepiej mi to wyszło,spojrzałam znów w góre,gdy poczułam krople spadające z nieba.
-Pogoda która opisuje mój stan-Powiedziałam cicho,jednak chłopak usłyszał.
-Zły dzień?
-Nie,złe życie-Zapadła cisza,chłopak wpatrywał się w swoje buty a deszcz rozmazywał mój makijaż-Wspomnienia które nie dają mi spokoju,a tak bardzo chce zapomniec o tym co było.
-To nie jest łatwe,wiem bo rok temu byłem w gorszym stanie niż Ty zdradziła mnie dziewczyna,ale pozniej,teraz,żyje każda minutą,robie wszystko na co mam ochote,robie wszystko po prostu aby byc najszczesliwszym człowiekiem na świecie.
-Tak,tylko ja nie wiem czy tak potrafie.
-Potrafisz,pomoge Ci.
-Dziękuje-Ja i Niall spotykaliśmy się codziennie,oprócz przyjazni tworzyła się miedzy nami chemia,codziennie pisaliśmy do pozna,on pokazał mi,ze marzenia się spełniają,że jest na świecie ktoś dla kogo jestesmy wszystkim.Pokazał,że trzeba życ tu i teraz nawet jeżeli coś się nie uda, nie można się poddawac,bo coś musu sie skończyc musi sie stac,aby pokazac nam co tak na prawde jest dla nas najważniejsze.Dziś Niall ma przyjechał do mnie,martwie się bo przez telefon był jakiś nie swoj.
-Hej.
-Hej.
-Chodz siadaj i opowiadaj co się dzieje.Ej Niall co jest?
-Nie wiem jak ma to powiedzieć-Pierwszy raz zobaczyłam jak jego oczy robią się szklane-Zostały mi trzy dni życia.
-Co!? Nie ! powiedz,że to nie prawda,proszę.Niall ja Cie kocham.
-Niestety nie.Ja Ciebie też kocham,ale proszę żyj tak jak żyłas,jakby mnie w ogóle nie było,tylko o to Cie proszę.
-Nie,nawet nie ma mowy.
-Musisz,żegnaj.
-Proszę nie,zostań.
-Skarbie,będziemy pisac,ale coraz mniej,chce żebyś się odzwyczaiła,żebyś nie cierpiała.Kochanie zobaczymy się jeszcze,tam-Niall pokazał w strone nieba.
-Nie wytrzymam bez Ciebie tyle czasu.
-Dasz rade wierze w Ciebie.Kocham Cie-Niall podszedł,pocałował mnie ten pierwszy i ostatni raz,nie wyobrażałam sobie tego dnia w którym go zabraknie,nie pozwole na to,gdy jego zabraknie,powoli mnie też nie będzie,on jest więcej niż czescią mnie.Gdy Niall wyszedł pobiegłam do kuchni gdzie wyszukałam tabletki,odtworzyłam pudełko i wysypałam wszystko na ręke,łyknełam tabletki i popiłam winem.Powoli zaczeło mi się robic ciemno przed oczami,poczułam jak ktoś mnie szarpie.
-Błagam,nie Ty musisz życ prosze-Chłopak potrzasał mna,ale to nic nie dawało,ja powoli umierałam a jego serce waliło coraz mocniej,gdy zamknełam oczy już na zawsze jego serce przestało bic.Znalezlismy się na górze,gdzie zobaczyliśmy nasze ciała leżace koło siebie i trzymające się za ręke.Tu gdzie jesteśmy już czas nie będzie sie liczył,tu będziemy szczesliwi już na zawsze.
poniedziałek, 18 marca 2013
Harry
Od dawna podoba mi się Bartek,wysoki przystojny blondyn,o tym wiedziała tylko moja najlepsza przyjaciółka.To wszystko z Bartkiem ciągnęło się od pierwszej klasy gimnazujm a ja głupia z dnia na dzień zakochiwałam się w nim bardziej.Gdy jemu zależało ja się wyśmiewałam miałam to gdzieś,ale po jakimś czasie role się odwróciły to mi zależało jak nigdy przedtem a jemu nie.Raniło mnie gdy specjalnie na moich oczach rozmawiał z inna dziewczyną,tylko że ja nic nie mogłam zrobic.W tym samym czasie do szkoły przyszedł chłopak który się zakochał w mojej przyjaciółce a ona w nim.Spotykaliśmy się prawie co tydzień moja przyjaciółka ja Bartek i Michał,miałam nadzieje,że coś się zmieni,że może nie wszystko stracone a Bartek nadal coś do mnie czuje.Pamiętam jak po spotkaniu razem z moją przyjaciółką poczłyśmy do domu.
-Kurde nie wiem co jest,może na prawde już mu nie zależy.
-Zależy serio.
-Skąd to wiesz?
-Słuchaj miałam nie mów,ale Michał rozmawiał z Bartkiem i on powiedział że jak my będziemy razem to on Ciebie też poprosi.
Byłam w siódmym niebie,nie mogłam się doczekac kolejnego spotkania.Na reszcie nadszedł ten dzień.Jak za każdym razem poszliśmy na spacer,rozdzieliliśmy się i wtedy Michał i moja przyjaciółka stali się parą,a ja nadal jak byłam wolna tak zostało,bolało to cholernie,jedyne czego chciałam to się położyc i płakac.Wróciłyśmy do domu,włączyłam komputer i zobaczyłam że Bartek jest dostępny.
-Napisz do niego.
-Nie [I.T.P.] nie chce.
-Napisz,inaczej nie będziesz wiedziała na czym stoisz.
Napisałam do niego,zapytałam się go jaki ma zamiar,czy chce aby było coś pomiędzy nami,ale jego odpowiedz była jak noz wbity w samo serce. "Sorry myślałem,że coś poczuje jak bedziemy się spotykac,ale tak nie było,nic do Ciebie nie czuje".Moje serce w tamtym momencie rozbiło się na milion kawałeczków,płakałam jak nigdy,nie chciałam go już nigdy więcej widziec.Nie chciałam już chodzic do tej szkoły,na szczescie moja mama dostała prace w Londynie i mieliśmy wyjechac za kilka dni.
***
Gdy tylko dolecieliśmy,od razu z lotniska pojechaliśmy do naszego nowego domu,był przepiękny.Weszłam szybko na góre i wybrałam sobie pokój,zaczełam się rozpakowywac.Zobaczyłam radio które stało na stoliku wyjełam moją ulubiona płyte one direction i włączyłam ja.Zaczełam się rozpakowywac.Zobaczyłam że mój telefon wibruje,wziełam go w rece i przeczytałam wiadomosc "Jesteś zwykła dziwka i tchórzem,podła suka która wyjezdza gdy ma problem" To co przeczytałam wywołało fale łez,znowu pisze mimo że mineło tyle czasu,on ciągle mi przypomina o tym jak mnie zranił nie daje mi zapomniec.Szybko zbiegłam na dół krzyknełam rodzicom że wychodze na spacer i wybiegłam z domu.Obraz rozmazywały łzy.Doszłam do jakiegoś parku,powoli robiło się ciemno,ale nie miałam ochoty wracac do domu.Usiadłam na fontannie.Gdy spojrzałam w swoje odbicie w wodzie,nie poznawałam siebie myślałam,że jestem silniejsza.Jeden sms i wszystko co odbudowałam znowu runęło.W wodzie zobaczyłam dobicie jakiegoś chłopaka,na oko był o rok starszy ode mnie,miał słodnie loczki.Powoli się odwróciłam.
H:Czesc,przepraszam że Ci przeszkadzam,ale obserwuje Cie od jakiegoś czasu,po prostu chciałem pomóc.
T:Nikt mi nie może pomóc,musze zapomniec.
H:Zapomniec o czym?-Nie wiem czemu ale otworzyłam się przed nim,potrzebowałam tego.Opowiedziałam mu wszystko do zakochania się w Bartku po ostatniego mms jak się całuje i dzisiejsza wiadomosc.Musze przyznac był niezłym słuchaczem,czułam,że na prawdę mnie on rozumie.
H:Kochasz go nadal.
T:Nie,jedyne co do niego czuje to nienawisc.A tak w ogóle jestem [T.I.]
H:Harry-uśmiechnął się przy czym pokazał swoje słodkie dołeczki.
T:Wiem Harry Styles.
H:Skąd wiesz?
T:Moja siostra jest Waszą fanką,a poza tym lubie Waszą musyke,ale nie jestem jakąs psychofanka czy coś.
* Oczami Harrego.
[T.I.] spodobała mi się odrazu gdy tyko ją zobaczyłem wiedziałem,że musze podejsc i zagadac,poczułem coś do niej,ale nie wiem czy to jest miłosc,jak na razie nie chce bym nachalny,wiem ile przeszła jedyne co chce to jej pokazac,że nie każdy facet to świnia.
H:A od kiedy mieszkasz w Lodynie.
T:Dziś się przeprowadziła,o kurde musze już wracac.
H:To chodz odprowadzę Cie.
T:Tylko,że ja znam tylko adres i nie pamiętam którędy mam isc-Posmutniała,ale nie wiedziała jeszcze,że znam każda jedną ulice i wszystkie zakamarki tego pięknego Londynu,gdy podała mi adres z zamkniętymi oczami mogłem tak isc,ponieważ mieszkałem na tej samej ulicy co [T.I.] byłem w siódmym niebie,że będę ją widywał codziennie.
T:Jejku dziękuje,skąd wiedziałeś jak tu trafic?
H:Hmmm widzisz ten dom na przeciwko Twojego,no właśnie to ja tu mieszkam.
T:Yhym czyli teraz jest duże prawdopodobieństwo,że bede musiała Cie ogladac codziennie-Udałem obrazonego,ale na nią nie mogłem się długo gniewac,jeszcze ten uśmiech którym wywoływał u mnie dreszcze.
T:Jeszcze raz dziękuje.-Odprowadziłem ją wzrokiem pod same drzwi,gdy tylko weszła odpwróciłem się i w podskokach pobiegłem do domu.
***
Następnego dnia wstałem i miałem humor jakiego jeszcze nigdy nie miałem,wszystko mnie cieszyło a najbardziej widok pięknosci za oknem.Zbiegłem na dół po schodach,w kuchni spotkałem mame której dałem buziaka w policzek,wyszedłem na dwór,ale mój dobry humor znikł wraz z pojawieniem się piszczących fanek "No nie błagam tylko niech ta niedziela będzie bez pisków"I jak na zawołanie wszystkie zaczeły piszczec,z wymuszonym uśmiechem robiłem sobie z nimi zdjęcia i dawałem autografy.Odwróciłem głowe i zobaczyłem [T.I.] która podlewała kwiatki,zobaczyłem jej piękny uśmiech,powiedziałem-pomocy-ale tyko żeby ona wiedziała.Zobaczyłem jak [T.I.] się słodko zastanwia.
***
Nie miałam zielonego pojecia jak pomóc Harremu uwolnic się od fanek,wtedy mój wzrok zobaczył szlauf,było bardzo ciepło więc szybko go złapałam i skierowałam na tłum fanek.
T:Harry schyl się,już
Włączyłam wode na maxa i wycelowałam w tłum fanek,uciekły one szybciej niż tu przybiegły,wyłączyłam wode,byłam dumna z siebie jak nigdy.
H:Dziękuje Ci.
T:Nie masz za co.
H:Mam mam,w rekopensacje zapraszam Cie na kawe.
T:No nie wiem,ale dobrze.
H:To ide do skepu,będe po Ciebie za 1h.
T:Ok ok.
Wróciłam szybko do domu,pobiegłam na góre,wziełam szybki prysznic,założyłam czarme rurki,biały top i trampki.Usłyszałam dzwonek do dzwi,zbiegłam na dól po drodze złapałam okulary i byłam już gotowa.Nacisnełam klamke,ale moim ocza nie ukazał się Harry tylko mój były.Stanełam jak wryta nie wedziałam co mam zrobic,zamórowało mnie.
B:No czesc kochanie,nie wpuscisz mnie?
T:Co Ty tu do cholery robisz,jak mnie znalazłeś wynos się stad!
B:O jakie miłe przywitanie,pamiętasz mówiłem Ci że moja ciocia mieszka w Londynie,własnie przyjechałem do niej na wakacje i to całe,wiec całe wakacje spedze z Toba skarbie.
T:Nie!! wynos się-Szybko zamknełam drzwi,łzy zaczeły spływac mi po policzku,czemu on mi nie da spokoju,dlaczego mnie tak przesladuje.Mam już tego dosyc.Usłyszałam znowu dzwonek do drzwi,z wielką trudnoscia wstałam,poseszłam do drzwi i drzacą ręka nacisnełam klamke,na szczescie po drugiej stronie stał Harry.Szybko się do niego przytuliłam,o nic nie pytał byłam mu za to wdzięczna.
T:Przepraszam.
H:Za co?
T:Nie powinnam się do Ciebie przytulac,jeszcze ktoś zrobi zdjęcie.
H:Nic nie szkodzi,a teraz powiedz co się stało.
T:On Tu przyjechał,Bartek na całe wakacje do cioci,powiedział,że nie da mi spokoju i wakacje całe spędzi ze mną.
H:Nawet nie ma takiej mowy,nie pozwole na to.
T:Dziękuje.
H:Już dobrze,nie płacz mała idz się ogarnij i idziemy na kawe.Nie,nie ma żadnego ale.
Wstałam z kanapy i poszłam na góre,zmyłam rozmazany kamijaz i zrobiła nowy,po 15 min.zeszłam na dól.Bartek nie zepsuje mi wyjscia z tak wstapiałym i kochanym chłopakiem jakim jest Harry.Mimo że znam Harrego dopiero 2 dni,to on poskładał moje serce w całosc,całymi dniami o nim myśle,wiem,że jest dobry,kochany przy nim czuje się bezpieczna,ale boje się kolejnego zranienia.Ten wieczór był najwstanialszym wieczorem jaki do tej pory przeżyłam.Zaprosiłam Harrego do siebie,usiedlimy na tarasie i w milczeniu patrzyliśmy na gwiazdy.
H:[T.I.]
T:Tak?
H:Na pewno nie kochasz Bartka?
T:Tak jestm tego pewna tak samo jak tego że kocham kogoś innego.
H:Kogo?
T:Jak na razie nie moge Ci powiedziec kogoś i nie smuc się prosze,przyjdzie czas w którym Ci to powiem.-Wiedziałam,że tym,że nie chce mu powiedziec,że to jego kocham ranie go,ale chciałam jeszcze troche poczekac utwierdzic się w tym uczuciu.
*Dwa tygodnie pozniej.
Codziennie widuje się z Harrym,dziś przychodzi do mnie na film,jestem już w 100% pewna,że go kocham.Za 2h miał przyjsc Harry.Zaczełam ogarnic pokój.Dosyc szybko mi to poszło,poszłam wziac kapiel,ubrałam się w krótkie spodenki i bluzke na ramiączka,do tego trampki i już byłam gotowa na przyjscie Harrego,po 15 min.usłyszałam dzwięk dzwonka,szybko poszłam otworzyc.Przywitałam Harego buziakiem w policzek i zaprosiłam do pokoju.Włączyłam horror lubiłam je,ale zawsze musiała je z kims oglądac,poczułam jak ręka Harrego mnie obejmuje.
T:Harry musze coś Ci powiedziec bo - Przerwał mi dzwnoek do drzwi.-Co jest przecież rodzice mieli wrócic za dwa dni.-Wstałam z kanapy i poszłam otworzyc drzwi.
T:Co Ty tu robisz-W drzwaich stał Bartek,Harry odrazu usłyszał co się dzieje i przyszedł do mnie.
B:Oooo a kto to Kurwa jest.
T:Mój chłopak.
B:To stary uważaj bo to dziwka-Po tych słowach Bartek upadł na ziemie,Harry sprzedał mu niezłego ciosa.A ja zamknełam szybko drzwi,wziełam Harrego za rede i jakby nigdy nic wróciliśmy do ogladania filmu.
H:Czemu powiedziałaś,że jestem Twoim chłopakiem.
T:Bo widzisz...ja Cie kocham.
H:I to ja byłem tą osobą o której mówiłas wtedy na tarasie.
T:Tak.
H:Kocham Cie.
***
Od roku ja i Harry tworzymy wspólną przyszłosc,na szczecie fanki mnie zaakceptowały,a o Bartku żadne z nas juz nigdy nie słyszało.

czwartek, 14 marca 2013
Niall
Nasz świat otaczają już nie ludzie ale elektronika,kiedyś codziennie ludzie się spotykali,rozmawiali chodzili do kina czy po prostu do parku na spacer a dziś to wszystko zastąpiły komputery,telefony.Ludzie przez sms czy fb potrafią pisac do 5 rany,ale gdy się wreszcie spotykają nie ma tematów,siedzą w ciszy i zastanawiają się dlaczego tak jest.U nas liczy się to,że ktoś ma lepszy telefon od mojego i,że ja też chce taki miec.Ale gdzie indziej ludzie walczą o każdy dzień żeby przeżyc,dla nich liczy się każda minuta spędzona z rodziną bo wiedza,że to może byc ostatnia chwila z nimi w ich życiu,tu liczy się miłosc.I mimo tego wszystkiego oni nie narzekają na swoje życie,starają się cieszyć każda chwilą,a my ciągle chcemy coś zmieniac ciągle jest nam nie dobrze.
***
Hanna była mulatką o czekoladowych oczach i brazowych włosach.Razem ze swoją mama żebrały,codziennie walczyły właśnie o to przeżycie,ale i tak się uśmiechały i dziękowały Bogu za to co mają.Szły dobrze znaną im drogą,tak jak na codzień musiały prosic przechodniów o jedzenie o wode.Zobaczyły drzewo które dawało cień,a to było jak zbawienie w tak upalne dni.Kierowały się w tą strone,gdy kilki meżczyzn je zaczepiło.
-No czesc piękna.-Podszedł do Hanny wysoki,gruby mężczyzna.Dziewczyna zrobiła krok w tym,ale on ją złapał.Zaczął ją ciągnąc za tyły budynku,Hanna krzyczała,błagała o pomoc,ale nikt jej nie pomógł.Matka próbowała się uwolnic z uścisku męzczyzny żeby pomóc córce,ale nie dała rady on ją uderzył i upadła na ziemie,straciła przytomosc tak samo jak Hanna.
***
Dziewczyna otworzyła oczy czuła przeszywający ja ból a wszędzie krew,od razu złapała się za brzuch.Przypomniała sobie całą sytuacje,momentalnie łzy zaczeły jej spływac po policzku.Zaczeła wołac swoją mame,ale nikt jej nie odpowiadał,z wielkim strudem wstała.Rozejrzała się i zauważyła nieprzytomną matke,podeszła do niej najszybciej jak tylko umiała,ale ból był nie do zniesienia.Uklękneła przy matce.
-Mamo,mamusiu prosze Cie otwórz oczy-Na szczęscie jej matka żyła,powoli otworzyła oczy.
-Córeczko czy nic...-Rose spojrzała na córkę zobaczyła,że z jej oczu płyną łzy,a jej błękitna bluzeczka jest cała we krwi.
-Boże córeczko czy oni Cie-Nie mogła dokończyc,patrzyła córce w oczy a ona tylko pokiwała głowa że tak.Rose zaczeła płakac,przytuliła córke.Wstała i zaczeła błagac o wode dla Hanny.Gdy ją zdobyła podeszła do Hanny i jej ją dała,dziewczyna upiła troche i oddała matce.
***
Od jakiegoś czasu Hanna nic nie je tylko wymiotuje,matka zauważyła że brzuch jej rośnie.Dziewczyna była załamana,nie miała pieniędzy,jedzenia a nawet pica,jak wychowa dziecko,przecież nie da dobie rady,lecz matką ją uspakajała,obiecała,że dadzą sobie rade i zrobią wszystko aby dziecku niczego nie zabrakło.
***
Hanna urodziła pięknego synka któremu dała na imie Taylor.Chłopiec rósł jak na drożdzach.Kobiety dawały mu wszystko co miały,nie tylko jedzenie które ledwo zdobywały,ale miłosc,poczucie bezpieczeństwa.Dzień w dzień żebrały,ale nie zawsze otrzymywały jedzenie.Były dnie w których nic nie jadły,nawet malec.Któregoś dnia,gdy Hanna wyszła na ulice i żebrała podeszła do niej kobieta,która jak sie okazało była zakonnica i zabrała cała 3 do zakonu.Mieli tam jedzenia pod dostatkiem,chłopiec był coraz starszy.Lecz jego matka zachorowała.Hanna miała 19 lat okazało się,że ma zapalenie oskrzeli,matka próbowała ratowac córke,ale na marne.Hanna zmarła.Z Taylorem została tylko babcia która codziennie opowiadała mu o jego matce.Chłopiec miał 8 lat gdy jego babcia która była dla niego jak druga matka,jedyna osoba na świecie zmarła.Chłopiec został sam.Siostry zakonne prowadziły sierociniec więc przygarnęły malca.Chłopiec jako jedyny nie bał się,był nauczony przez życie,że na swiecie są dobrzy ludzie.Chłopiec zaprzyjaznił się z Tomem,byli nie rozłączni,co noc siadali na jednym łózku i opowiadali o swoich rodzicach.Ale Tom opowiadał o tym jak wyobrażał sowich rodzicó,on nigdy ich nie poznał,zostawili go w sierocińcu gdy miał 2 miesiace.Dziś chłopcy siedzieli przy oknie i zastanawiali się dla czego tak jest,że chcieliby tak jak inne dzieci miec rodziców,lecz to nie możliwe.Do pokoju weszła opiekunka,stanęła na środku i powiedziała,że mamy gosci.Wszytkie dzieci pouciekały,pochowały się tylko Taylor i Tom zostali na środku,Taylor wziął do ręki swój ulubiony samochodzic z jednym kołem a Tom smoka bez ogona.Do pokoju weszło 5 nastolatków.Taylor i Tom uważnie obserwowali gosci.Każdy z nich się przedstawił usiedli jakby nigdy nic i zaczeli opowiadac o sobie.Taylor i Tom uważnie ich słuchali.Gdy przestali opowiadac,Taylor wziął swój samochodzic i podszedł do blondyna.
-Nie masz żadnej zabawki,prosze pobaw się nią,może u Ciebie takich nie ma.-Niall wziął zabawke,jego oczy się zaszkliły.Powoli uklęknął koło malca,reszta zrobiła to samo,zaczeli się bawic.Powoli zaczeły ze swoich ukryc wychodzic inne dzieci.Taylor bardzo się zżył z Niallem.Blondyn razem z chłopakami co jakiś czas odwiedza sierociniec.One Direction chce zaadoptować Toma i Taylora,chcą im zapewnic wszystko czego nie mieli kiedyś.Ale dla chłopców nie ważne są pieniądze,super komputer czy telefon,oni potrzebuje tylko miłosc i bezpieczeństwa,niczego więcej.
wtorek, 12 marca 2013
Liam
Siedziałam na murku,w uszach miałam słuchawki a wzrok wbity w ziemie.Poczułam jak to ktoś mnie dotknął za ramie,szybko się odwróciłam moim oczą ukazał się niezmiesko przystojny chłopak był może z rok starszy ode mnie,szybko wyjęłam słuchawki z uczu.
L:Przepraszam wiesz może która jest godzina.
T:Jest 15,25.
L:Dziękuje-Odwzajemniłam uśmiech,akurat przyjechał pój autobus powiedziałam "czesc" nieznajomemu i wsiadłam do autobusu,nadal miałam w głowie obraz nieznajomego.Przez cały dzień moje myśli krążyły tylko koło niego,czy to możliwe żebym się w nim zakochała.Chyba tak,ale najgorsze było to że już nigdy go nie spotkam.Postanowiłam że wyjde na spacer.Idąc ulicami Londynu zobaczyłam tego samego chłopaka który zaczepił mnie na przystanku.Mimowolnie się uśmiechnełam.
L:Czesc.
T:Hej.
L:Jak dobrze,że Cie widze,bo wiesz..nie uznaj mnie za jakiegoś idiote,ale ja się w Tobie zakochałem.
T:Że co?
L:Nie przepraszam zapomnij o tym co mówiłem.Musze leciec czesc.
T:Nie czekaj,przepraszam ale mnie zaskoczyłem myślałam że tylko ja zakochuje się od pierwszego wejrzenia-Podeszłam do niego i go pocałowałam-kocham Cie.
L:Możesz mi coś o sobie powiedziec.?
T:Hmm mam 18 lat,interesuje się muzyką,uwielbiam Was słucha,tak wiem kim jesteś i to wszystko.Teraz Ty.
L:Jeżeli wiesz kim jestem to chyba już nic więcej nie muszę o sobie mówic.
***
Z Liamem spotykam się codziennie,rodzice nic nie wiedzą o tym.Liam jest moim pierwszym chłopakiem,którego kocham nad życie.W końcu pierwsza miłosc jest najważniejsza.Dziś mija równo rok od kiedy się spotkaliśmy.
L:Czesc kochanie.
T:Hej hej.
L:Idziemy?
T:Ale możesz mi wreszcie powiedziec gdzie?
L:Nie,to jest niespodzianka.
Przez całą droge trzymaliśmy się za ręce,tematów nie było końca a nasz śmiech roznosił się jak powietrze.Byłam najszczęsliwszą dziewczyną na świecie.
L:Jesteśmy.
T:O boże Liam tu jest pięknie-Siedzieliśmy na polanie,Liam przygotował kolacje,ten wieczór był magiczny tak samo jak gwiazdy na niebie,chciałabym aby tak było zawsze.Niestety czas było już wracac.
Gdy przechodziliśmy przez pasy zobaczyliśmy jak rozpędzony duży samochód zbliża się wprost na nas.
T:Liam uważaj-Liam szybko mnie odepchnał,ale i tak wszystko wiedziałam.Mojego chłopaka potrącił samochód a ten facet nawet się nie zatrzymał,wszędzie była krew.Zaczełam szukac w torepce telefonu,zadzwoniłam po pogotowie.Przyjechało po 10 min.Z wielkim strudek opwiedziałam co się stało.Gdy karetka go zabrała,ile sił w nogach pobiegłam do domu.
Agnieszka-była moją siostrą która jako jedyna wiedziała o mnie i o Liamie.
T:Agnieszka szyyszyybko wywywypadedek Li Li Liam szybko-Agnieszka szybko zabrała kluczyki do samochodu i pojechałyśmy do szpitala.
Agnieszka:Panie doktorze przywizli tu przed chwilą chłopaka potrącił go zamochód.
L:A panie są kim?
T:Jestem jego dziewczyną co z nim?
L:Stracił bardzo dużo krwi dalemy mu 4 dni życia.
T:Że co nie błagam,moge go zobaczyc błagam?
L:Tak prosze?
Razem z Aga szłyśmy za lekarzem doszłyśmy do dzwi,lekarz otworzył nam je,a mi się ukazałam mój Liam,ale był cały w bandażach szybko podeszłam do niego.
L:[T.I.] to Ty ?
T:Tak tak skarbie jestem Tu.
L:[T.I.] jeżeli bym umarł...
T:Nie Liam nie umrzesz nie możesz.
L:Ale jeśli to wiedz że Cie bardzo kocham,i prosze nie zapomnij o mnie nigdy.
T:Nie mów tak,nie zapomne kocham Cie jak nikogo innego.-Łzy płyneły mi po policzku nie mogły przestac.Zobaczyłam że On zamkął oczy.
T:Nie Liam błagam nie prosze.
L:Spokojnie on tylko śpi.
Li:Kocham Cie i zawsze bede.
T:Nie prosze błagam nie zostawiaj mnie nie!-Jedyne co usłyszałam to pisk,po czym wpadli lekarze zaczeli go reanimować,ale to nic nie dało.
***
Dziś odbywa się jego pogrzeb,od tygodnia nic nie jem,nie potrafie.Straciłam najważniejszą osobę w moim życiu.Na pogrzebie zemdlałam dwa razy,ale zostałam do końca,musiałam.On jest dla mnie wszystkim,bez niego nie umiem normalnie funkcjonowac.Moja pierwsza miłosc wygasła a ja razem z nią.
poniedziałek, 11 marca 2013
Niall (Wszyscy)
H:Chłopaki ruszcie się no,przed nami długa droga.
N:A właściewie gdzie my jedziemy.
H:Nie powiem Wam,jak dojedziemy to zobaczycie.Czekam w samochodzie.
Li:Kurde gdzie on nas zabiera?
Lo:Tobie też nie chciał powiedziec.
Li:Nie.
Wyszlismy z walizkami i zaczeliśmy pakowac wszystko do samochodu.Wsiedzliśmy i ruszyliśmy w droge,oczywiscie Harry i Lou się przkomarzali a Zayn przespał całą droge,jechaliśmy dosyc długo.Wszyscy byliśmy bardzo ciekawi gdzie jedziemy.
H:No jesteśmy.
N:Woooow,ale tu ładnie.
Z:No no Hazza postarałes się.
Zaczeliśmy wyciągac rzeczy z bagażnika i zanosic do pokoju.Na szczęscie każde z nam miało swój własny pokój.Po rozpakowaniu się wyszliśmy na dwór,noc wygladała pięknie,tyle gwiazd na niebie jeszcze nigdy nie widziałem.Byliśmy bardzo zmęczeni podrózą,więc połozyliśmy się spac.
Wstałem najwcześniej ze wszystkich,postanowiłem ze pobiegam i przy okazji troche pozwiedzam.Założyłem dres i wyszedłem z domku,zacząłem biec przed siebie.
Louis-wszedłem do kuchni i zobaczyłem chłopaków,ale nie widziałem Niall-Chłopaki gdzie jest Niall?
H:Nie wiem,w pokoju też go nie ma.
Li:Trzeba go szybko znalezc patrzcie-Liam położył na stole laptopa.
Z:Że co trzęsienie ziemi.?
Lo:Jazda szukamy go!
Do wieczora chłopaki szukali Nialla,ale nie mogli go nigdzie znalezc.
H:Czujecie to samo co ja.
Li:Wracamy,natychmiast.
Niall-Poczułem lekkie trzęsienie,ale może mi się zdawało,postanowiłem że wróce do domu jest już dosyc pozno,zacząłem biec tą samą drogą która przybiegłem tu,ale się zgubiłem,a ziemia coraz bardziej się trzesła,biegłem ile sił w nogach.Nie mogłem odnalezc drogi do domku,z daleka zobaczyłem mały domek,pobiegłem do niego.Zapukałem.
Pan:Tak?
H:Przperaszam,ale się zgubiłem,a nie wiem może mi się tyko wydaje ale ziemia się trzesie.
P:Szybko wchodz.
Niall-Trzesienie zmieni nie pozwoliło ani na powrót do domu ani zadzwonienie do chłopaków że nic mi nie jest,siedziałam u tego Pana dobre 4 dni.
Zayn-Chłopaki byli załamani,Harrego w ogóle nie widywałem wyglądał jak wrak człowieka,ciagle powtarzał że to jego wina,obwiniał się za śmierc Niall,ale nie tylko on wszyscy.To nie możliwe że starciliśmy najważniejszą osobę w swoim życiu 1/5 nas.Drzwi się raptownie otworzyły zobaczyłem Nialla myślełem że to sen-Chłopaki chodzcie tu szybko!! Szybko no !
H:Nie wiedziałem dlatego Zayn tak się drze,nie miałem siły żeby schodzic do niego,ale jednak gdzieś zebrałem siły i zszedłem,to co tam zobaczyłem przywróciło mi od razu siły.Gdy tylko zobaczyłem Niall rzuciłem się na niego,,czułem się jak by moje życie znowu zaczeło nabierac kolorów.Niall usiadł i opowiedział nam wszystko ze szczególami.
Teraz wszyscy się śmieją.Wyjazd minął najfajniej,to był najlepwszy wyjazd na świecie.Bo wszyscy jesteśmy razem,przyjazń to jest to.
"Przyjaciel: nadal wierzy w Ciebie choć już nikt inny nie wierzy, łącznie z Tobą samym; słucha, chociaż słuchał to już wiele razy; jest przy Tobie, gdy Ci się nie układa i nigdy nie mówi: 'A nie mówiłem?'; pomaga Ci pozbierać i skleić to, co stłukłeś"
"Pierwsza wielka przyjaźń - to coś równie potężnego i pięknego jak pierwsza miłość."
Harry.
Bardzo bardzo Wam dziękuje za ponad 900 wejsc,nawet nie wicie ile dla mnie to znaczy,bardzo dziękuje <3 Mam nadzieje że ostatnio dodawane imaginy Wam się podobają. :)
________________________________________
Siedziała na krześle z kubkiem gorącej czekolady wpatrywała się w panorame Londynu,patrzyła na szczesliwe pary które idą za ręke.Uśmiechała się na samą myśl,żeto ona idzie ze swoim ukochanym tak jak oni.Ktoś wszedł do pokoju zobaczyła tego którego kochała,ale on był jakiś inny nie obecny,gdy mówiła że go kocha on tylko przytakiał,gdy On mówił że ja kocha unikał jej wzroku,z dnia na dzień mówił coraz zadziej o swoich uczuciach,coraz mnie się z nią spotykał.Nie wiedziała co jest grane,próbowała coś zrobic-Kochanie-ale on nie słyszał tego,może nie chciał-Musze coś Ci powiedziec,to koniec nie kocham Cie-Ona patrzyła na niego i nie mogła uwierzyc w to co do niej właśnie powiedział.Przecież on był dla niej wszystkim co miała,był jej narkotykiem,uzależnieniem od którego nie umiała się oderwac.Z oczu zaczeły spływac jej łzy,szybko wstała otworzyła drzwi i kazała mu się wynosic.Przez tydzień nie wychodziła z domu,nie chciała,bała się kolejnego zranienia,tego że znowu komuś zaufa.Jednak rodzice naciskali,poszła do szkoły,zobaczyła jego z inna.Wybiegła,poszła w miejsce do którego zawsze przychodziła gdy miała problemy,gdy chciała pobyc sama.Wiedziała,że już sobie nie poradzi z tym,wróciła do domu zabrała tabletki i znowu poszła w sowje ulubione miejsce.Gdy powoli dochodziła na miejsce usłyszła tak dobrze znany jej głos,słyszała jak mów-Ja jej nigdy skarbie nie kochałem,to Ty jesteś moim sensen,Ty jesteś tą jedyną-Kiedyś tak mówił do mnie pomyślała-Wyszła za drzewa-Jak możesz co,zobacz co że mną zrobiłes,do jakiego stanu mnie doprowadziłaę.Kurwa Harry ja zawsze Cie kochałam i zawsze będę,ale dłużej na to wszystko nie będe patrzyła-Zaczeła łykac tabletki jedna po drugiej,czuła jak powoli powieki jej się zamykają,poczuła jak On złapał ją za ręke,ale dla niej już nie było ratunku,powoli jej się wszystko zamazywało..Kontem oka zobaczyła jak On się rozpędza,skacze i krzyczy kocham Cie [T.I.].Po jej policzku poleciała ostatnia łza przed śmiercia.
"Nie chce więcej słuchać twoich kłamstw,
Zabiłeś te miłość, zabiłeś nas
Odejdź proszę, odejdź gdzie się da
Nie ma dla nas szans, już nie ma nas"
________________________________________
Siedziała na krześle z kubkiem gorącej czekolady wpatrywała się w panorame Londynu,patrzyła na szczesliwe pary które idą za ręke.Uśmiechała się na samą myśl,żeto ona idzie ze swoim ukochanym tak jak oni.Ktoś wszedł do pokoju zobaczyła tego którego kochała,ale on był jakiś inny nie obecny,gdy mówiła że go kocha on tylko przytakiał,gdy On mówił że ja kocha unikał jej wzroku,z dnia na dzień mówił coraz zadziej o swoich uczuciach,coraz mnie się z nią spotykał.Nie wiedziała co jest grane,próbowała coś zrobic-Kochanie-ale on nie słyszał tego,może nie chciał-Musze coś Ci powiedziec,to koniec nie kocham Cie-Ona patrzyła na niego i nie mogła uwierzyc w to co do niej właśnie powiedział.Przecież on był dla niej wszystkim co miała,był jej narkotykiem,uzależnieniem od którego nie umiała się oderwac.Z oczu zaczeły spływac jej łzy,szybko wstała otworzyła drzwi i kazała mu się wynosic.Przez tydzień nie wychodziła z domu,nie chciała,bała się kolejnego zranienia,tego że znowu komuś zaufa.Jednak rodzice naciskali,poszła do szkoły,zobaczyła jego z inna.Wybiegła,poszła w miejsce do którego zawsze przychodziła gdy miała problemy,gdy chciała pobyc sama.Wiedziała,że już sobie nie poradzi z tym,wróciła do domu zabrała tabletki i znowu poszła w sowje ulubione miejsce.Gdy powoli dochodziła na miejsce usłyszła tak dobrze znany jej głos,słyszała jak mów-Ja jej nigdy skarbie nie kochałem,to Ty jesteś moim sensen,Ty jesteś tą jedyną-Kiedyś tak mówił do mnie pomyślała-Wyszła za drzewa-Jak możesz co,zobacz co że mną zrobiłes,do jakiego stanu mnie doprowadziłaę.Kurwa Harry ja zawsze Cie kochałam i zawsze będę,ale dłużej na to wszystko nie będe patrzyła-Zaczeła łykac tabletki jedna po drugiej,czuła jak powoli powieki jej się zamykają,poczuła jak On złapał ją za ręke,ale dla niej już nie było ratunku,powoli jej się wszystko zamazywało..Kontem oka zobaczyła jak On się rozpędza,skacze i krzyczy kocham Cie [T.I.].Po jej policzku poleciała ostatnia łza przed śmiercia.
"Nie chce więcej słuchać twoich kłamstw,
Zabiłeś te miłość, zabiłeś nas
Odejdź proszę, odejdź gdzie się da
Nie ma dla nas szans, już nie ma nas"
niedziela, 10 marca 2013
Niall
Siedziałam na łózku czekałam na Nialla,powinien już był 1h temu.Wpatrywała się w Londyn który zasypiał,w oknach gasiły się światła a do pokoi dzieci przychodzili rodzice i całowali swoje pociechy na dobranoc.Kochałam dzieci zawsze chciała miec,ale musiałam poczekac,teraz najważniejsza była kariera Nialla i na tym obydwoje się skupialiśmy.Usłyszała trzask drzwi zeszkoczyłam z parapetu,poszłam do przedpokoju.Zobaczyłam ukochanego,spojrzał on na mnie swoimi niebieskimi oczami a raczej czerwonymi od płaczu.Podbiegłam do niego i bez pytań przytuliłam go,ale on się szybko odsunął usiadł na kanapie w salonie,gestem ręki pokazał aby uczyniła to samo.Usiadłam na przeciwko i czekałam na wyjaśnienia co się dzieje.
N:Byłem u lekarza...Mam raka
T:Że co? Nie,Niall nie żartuj sobie z takich rzeczy.Nie Ty mówisz poważnie,nie błagam tylko nie to nie.-Osunełam się na ziemie łzy zaczeły spływac mi po policzkach strumieniem,nie mogłam tego opanowac,Niall jest dla mnie wszystkim całym światem,nie wyobrażam sobie życia bez niego.On podbiegł do mnie podniósł mnie i posadził na kanapie.
T:Błagam powiedz że to nie prawda.
N:Kochanie nie płacz,wszystko będzie dobrze jutro idę do szpitala zaczne terapie i bede życ dla Ciebie.
*Następnego dnia
Poszłam z Niallem do szpitala,siedziałam przy jego łózku,gdy po chwili do pokoju wszedł lekarz z wynikami badań.L:Czy mogłaby pani wyjsc.
T:Nawet nie ma takiej mowy,zostaje-Lekarz spojrzał na Nialla a on tylko pokiwał głową.
L:Nie możemy nic zrobic,przykro nam.
T:Nie błagam nie.prosze-Upadłam,nie mogłam tego wytrzymac,czemu Bóg mi odbiera najważniejszą osobe dla mnie na ziemi,czemu chce żebym została sama,gdy on odejdzie ja razem z nim,mój sens życia zabierze ze sobą.Wyszłam za lekarzem.
T:Doktorze błagam na prawde nic się nie da zrobic.
L:Hmm..da się.
T:Błagam niech pan powie ja zrobie wszystko aby go ratowac,wszystko!
L:Potrzebuje dawcy.
Wróciłam do Nialla a w głowie nadal miałam słowa lekarza,on może jedynie przeżyc dzięki dawcy,zrobie wszystko aby go odnalezc.Z dnia na dzień stan Nialla się pogarszał.Codziennie przynosiłam mu kawity,pokój ozdobiłam plakatami,przyniosłam albumy,jego gitare którą tak kocha,robiłam wszystko żeby tylko się uśmiechnął.Mijały kolejne dni a ja nadal nie mogłam znalezc dawcy.
Wracałam właśnie z zakupami dla Nialla,weszłam do jego pokoju,ale go tam nie było.Łzy zaczeły znowu leciec,-Nie błagam tylko nie to,nie moge go stracic nie teraz gdy znalazłam dawce,błagam ja go kocham,zabierz mnie a nie jego,prosze daj mu życ-Drzwi się otworzyly i zobaczyłam Niall na wózku,rzuciłam się na niego.
T:Jezu dziękuję.
N:Powiedziałaś że znalazłaś dawce kto to jest?
T:A to dziewczyna która straciła rodziców,ale nie ważne najważniejsze że będziesz życ.Kocham Cie.
*Dwa dni temu (dzień operacji)
L:No dzień dobry jak się pan czuje.N:A dziękuje bywało lepiej-Ledwo się uśmiechnałem,nie mogłem się doczekac gdy wstane z łózka przytule [T.I.] powiem jak bardzo ją kocham i się jej oświadcze.Nadal nie wiedziałam czemu [T.I] jeszcze nie ma,może nie może wejsc.Po operacji się wszystkiego dowiem.
*Kilka godzin pozniej (po operacji)
L:Operacja się udała,wszystko jest w pożadku jest pan zdrowy.N:Jejku to dobrze nawet pan nie wie jak się ciesze.
Do pokoju weszli chłopaki.
Z:Czesc stary.Jak dobrze że już po wszystkim-Każy podszedł do Nialla i go przytulił.
N:Dobra dobra,też Was kocham,ale gdzie jest [T.I.]-Chłopaki spojrzeli na siebie,ale ja nie wiedziałem o co chodzi-Mówcie do cholery gdzie ona jest.
Lo:Nie denerwuj się prosze.
H:Niall słuchaj żadne z nas nie mogło byc dawca,a nawet jeżli by mogło byc to reszta by się na to nie zgodziła,każdy szukał dawcy dla Ciebie,ale na marne.
Li:I wtedy [T.I.] oznajmiła nam,że znalała,ale nie chciała nam powiedziec kto nim jest,dopiero teraz się powiedzieliśmi kto był Twoim dawca-Po Liama policzkach spłyneła łza-To była [T.I.]
N: Nie błagam nie tylko nie ona-Nie mogłem uwierzyc,że to ona,że ona poświeciła swoje życia dla mnie,dlaczego,tak cholernie ją kocham,nie wyobrażam sobie życia bez niej.
H:Prosiła abyśmy Ci to dali.
Drogi Niallu jeżeli to czytac to znaczy że wszystko się udało,że żyjesz.Na wstępnie chce powiedziec że Cie strasznie kocham mimo,że nie jestem już ciałem koło Ciebie,ja nadal jest z Toją żyje w Tobie,jesteśmy sobie potrzebni,ja byłam Tobie a Ty jesteś mi,skarbie wreszcie jesteśmy jednoscia na całe życie.Błagam nie miej mi za złe tego co zrobiła,ale nie potrafiłam patrzec jak z dnia na dzień ucieka z Ciebie życie a ja nic nie moge zrobic.Prosze ułóż sobie życie na nowo i badz szcześliwy,zrób to dla mnie.
Twoja [T.I.]
Nie mogłem uwierzyc,że to zrobiła,że ktoś tak mnie kochał.Nie moge tego zmarnowac.Postanowiłem,że postaram się dla niej życ,starac się.Nie było łatwo,ale chłopaki mi pomogoli.Założyłem nawet fundacje żeby pomagac innym chorym na raka,żeby im pokazac że najważniejsza w życiu jest miłosc.
*Dwa miesiące pozniej.
Do dziś gdy się budze,mam nadzieje że [T.I.] leży koło mnie,ale tak nie jest.Z chłopaki nadal koncertujemy,nasz zespół się nie rozpadł,ale nie jest już jak dawniej,bez soby która była dla mnie wszystki a teraz już jej nie ma,już nic nigdy nie bedzie takie samo.Umierając zabrałaś ze sobą cząstkę mnie – zwaną sercem. Umarłaś raz, ja umieram codziennie na nowo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



